Czego uczy nas Lactovaginal, poza higieną intymną?

Jeśli ktoś jeszcze nie widział, to zapraszam na seans poniżej.

Na początku: dla mnie spot jest OK. Nie jest wulgarny, ani dosłowny. Nie ośmiesza, ani nie spłyca tematu. Wagina to termin medyczny, który wywołuje uśmiech na twarzy jedynie u dziesięciolatków.

Niektórzy twierdzą, że spot nie do końca odpowiada grupie docelowej. Wręcz przeciwnie. Przypuszczam, że na basenie często można spotkać grupki chłopaków stojących w kącie i panie/dziewczyny wychwytują ich. Dobrana kreacja może więc odpowiadać grupie docelowej znacznie lepiej niż się wydaje wielu ekspertom.

Nie podobają mi się natomiast dwie rzeczy, obie dotyczące spraw warsztatowych.

Po pierwsze, całkowita nieshareowalność reklamy.

(Dla czytelników po polonistyce i dla Mirka U.: immanentna niezdolność do uczestnictwa w mediach swobodnej wymiany treści jako przedmiot aktywności użytkowników tychże).

Wszedłem na FB. Wpisałem nazwę leku: Lactovaginal. Wyskoczył mi profil mało znanego (uwaga, eufemizm) polskiego zespołu grind-punkowego. Nie wiem, czy lek jest produkowany na zachodniej licencji i nie da się zmienić nazwy. Wiem jednak, że zanim wymyślę jakąkolwiek nazwę, wrzucam ją w Google, na FB i na Twittera. Zrobiłem tak, gdy myślałem o nowej kolumnie na blogu pod nazwą „TopSocial”, i teraz myślę nad nową nazwą. To, że dyskusje o Lactovaginalu-leku nie będą odbywać się na oficjalnym profilu, to żaden problem. W social media liczy się, że ludzie rozmawiają, a nie – gdzie to robią. Kłopot w tym, że w ten sposób Lactovaginal-lek nie ma łatwo dostępnego miejsca do publikacji swoich mikro-treści. Lek posiada swoją stronę internetową, ale ile osób jeszcze szuka informacji w ten sposób?

Po drugie, żaden element reklamy nie buduje zapamiętania nazwy leku.

Wystarczyło by wpleść w dialog, na samym końcu, taką wymianę: „Jak to? Vaginal? Lactovaginal!” i sprawa załatwiona. Rozumiem, że zgodnie z maksymą „Widzowie nie są głupi, jednym z nich jest twoja matka”, twórcy reklamy założyli wysoki poziom intelektualny odbiorców i wysoką zdolność zapamiętania dość medycznie brzmiącej nazwy. Z drugiej strony, tempo pojawiania się i konsumowania informacji jest obecnie szybsze niż było w momencie powstawania wspomnianej maksymy. Przekaz musi być na określonym poziomie, ale też na takim, żeby można go było łatwo przyswoić.

Podziel się z innymi

2 Komentarzy - Dodaj komentarz

    1. Mariusz Ludwiński · Edit

      Dziękujemy za info! Profil ciekawy, częste aktualizacje i trafne wpisy. Nie dało się jakoś wcisnąć nazwy profilu na koniec reklamy? Byłoby łatwiej trafić!

      Odpowiedz

Post Comment