FB reakcje: czy było warto?

5 maja br. w sekcji z artykułami na Contently.com pojawił się tekst na temat nowych ikon reakcji na FB. Pamiętamy hype podczas premiery i ekspertów prześcigających się w przewidywaniach jak bardzo szerszy wachlarz możliwości oceny wpisów zmieni nasze przyzwyczajenia z korzystania z FB. Naturalnie, na Social-PR.pl stanąłem bokiem do tego zadęcia i nie skwitowałem hype’u artykułem. Teraz jednak, po paru miesiącach korzystania, jest o czym napisać. Nie będzie to tak drastyczne jak w przytoczonym wcześniej artykule Dillona Bakera (cytującym badanie Quintly), ale generalnie: z dużej chmury nie ma ognia.

No to lecimy

Lajki wciąż stanowią większość ocen. To nie dziwi, ponieważ jesteśmy do nich przyzwyczajeni. Stanowią one de facto walutę Facebooka. Jeśli dany wpis uważam za ciekawy, wartościowy, sympatyczny, nagradzam jego twórcę lajkiem. Proste i oczywiste.

Superki (czyli serduszka) to już kłopot. Daję je wpisowi, gdy:
* dotyczy osoby, którą szczególnie lubię (ktoś z rodziny, bliski przyjaciel, wąski krąg ulubionych twórców rozrywki),
* stanowi przełomowe osiągnięcie dla tej osoby.

Dużo superków łapią śluby, awanse zawodowe, wyjazdy w ciekawe miejsca, o których wiem, że były marzeniem tej osoby.

W sumie więc okazji do nagrodzenia superkiem nie jest zbyt dużo.

Hahaszek ma ciężkie zadanie, ponieważ nie jest emocją docelową, a pośrednią. Widzę śmiesznego mema. Myślę: hahaha, fajne – daję lajka! Jeśli coś mnie rozbawia, to znaczy, że to lubię. Hahaszek bez lajka mógłby przydać się w sytuacji, gdy wpis jest śmieszny, ale z jakichś powodów nie podoba mi się. Ot, choćby jakiś żart polityczny, religijny lub damsko-męski.

Ale skoro żart jest na tyle rubaszny, że nie nadaje się do okazania lajka, to równie nie nadaje się do publicznego okazania innej pozytywnej reakcji. Zupełnie inna sprawa, gdy słyszysz dowcip podczas programu na żywo i zanosisz się śmiechem w anonimowej grupie kilkudziesięciu, kilkuset osób, albo czytasz go skrycie na tablecie w toalecie i rechocesz sam do siebie. Ale już publicznie – nie zawsze wypada. Hahaszek zupełnie nie pomaga w tej sytuacji i pozostaje ułomnym i niezbyt konkretnym rozróżnieniem między wpisami fajnymi, słodkimi i zabawnymi.

Wowek cierpi na podobną przypadłość co hahaszek. Żeby go dać, musi być dla mnie spełnione kilka warunków, o których zwykle nie myślę, przeglądając FB:
* wpis prezentuje znaczące osiągnięcie,
* wpis od kogoś nie na tyle bliskiego, żeby dać superka,
* nie jest to zabawne, bo nie daję hahaszka.

To dość skomplikowany proces myślowy, na który nie mam czasu, śmigając palcem po ekranie telefonu. Widzę coś fajnego, daję lajka i lecę dalej. Jeśli jest to ktoś, kogo szczególnie lubię i czuję pozytywne emocje z tym związane: daję superka i lecę dalej. Wowek, niestety, odpada.

Sorek sprawdził się kilka razy w ciągu ostatnich miesięcy, gdy zmarło paru powszechnie znanych artystów. Tyle. Na Facebooku rzadko wpisujemy naprawdę przykre wydarzenia, które nas spotkały. Jeśli relacjonujemy zdarzenia osób trzecich, wtedy bardziej przydatny jest Wrrek. Idealnie to było widać po Euro. Odpadliśmy po dobrych meczach, więc Sorek jest w porządku. Gdybyśmy dostali trzy razy 3:0, wtedy bardziej adekwatny do nastroju byłby Wrrek.

Wrrek to w zasadzie najlepszy nowy emotek, ale nie pasuje do FB. Jak wiemy z praktyki, FB to portal głównie podtrzymujący i rozwijający dotychczasowe postawy i zainteresowania. Nawet jeśli nawiązujemy nowe znajomości, to obracamy się w generalnie tym samym kręgu. Stąd denerwujące wpisy rzadko wpadają w orbitę naszych zainteresowań i rzadko mamy okazję wyrazić im nasze „wrr”.

Wrrek i inne reakcje mogą być bardziej przydatne na FB: ale nie do oceny dużych postów, ale poszczególnych komentarzy. Dyskusja na dany temat łatwo może zahaczyć o wątki mniej popularne, kontrowersyjne (do których pasuje Sorek lub Wrrek), ale też genialnie trafne (do których pasuje Superek czy Wowek). Oczywiste głupoty można było by skwitować Hahaszkiem lub Wrrkiem. Trzeba było by jeszcze przesunąć te ikonki do wnętrza komentarza, tak aby zaczynały odpowiedź – wtedy dokładnie będzie wiadomo co chcemy powiedzieć i w jakim kontekście mówimy.

Podsumowanie

Reakcje zatem nie sprawdziły się na większą skalę. Dlaczego? Kluczem jest chyba pomylenie emocji psychologicznych (indywidualnych, na poziomie jednostki) z emocjami społecznymi (grupowymi). Emocje w związku z wpisami są indywidualne, ale oceniając wpisy, posługujemy się emocjami grupowymi (na forum publicznym). To zupełnie coś innego, bardziej złożonego, co nie da się przełożyć na pojedynczy superek czy wowek. Lajk i brak lajka są w tym przypadku wystarczającym zapisem naszych reakcji. Przynajmniej na razie i przynajmniej dopóki w szkołach nie ruszy edukacja emocjonalna z prawdziwego zdarzenia. A na to się nie zanosi.

Podziel się z innymi

Jeden Komentarz - Dodaj komentarz

Post Comment