Jedenaste: ogranicz nudny content

Od dziś Google w wynikach wyszukiwania promuje serwisy dobrze dopasowane do wymagań technicznych i funkcjonalnych użytkowników urządzeń mobilnych. To dobry krok, ponieważ ze smartfonów i tabletów korzystamy przez kilkadziesiąt minut dziennie, konsumując na nich większą porcję codziennych wiadomości.

Prezentując fajne zgranie wpisu z bieżącymi wiadomościami, Chris Lucas na łamach PR Daily opisuje pięć wskazówek, które pomogą stronom przetrwać na wysokich pozycjach po „mobilnym armageddonie”. (Tak, tak, nie dość, że metafora rozbuchana do granic możliwości w typowym amełykan stajl, to jeszcze zawiera skrót myślowy: popularny, choć sugerujący niewielkie obycie ogólnokulturowe.)

Cztery porady z pięciu są dość ogólne i oczywiste:

  • zaprojektuj dobrze widoczny przycisk akcji marketingowej,
  • korzystaj z autouzupełnienia i zapamiętywania haseł,
  • zgraj liczbę i skomplikowanie formularzy z niewielką wielkością ekranu i niewielką wygodą wstukiwania danych przez użytkownika,
  • dopasuj ekran użytkownika nie tylko do swojego ulubionego urządzenia mobilnego.

Piąta porada jest o wiele bardziej ciekawa, ponieważ wpływa na myślenie o contencie autora social.

Brzmi ona tak:

  • zmniejsz liczbę wpisów pokazywanych na stronie mobilnej.

Chris podpiera się względami technicznymi (wielkość ekranu, między innymi) i nie myli się. Ale technikalia nie odkrywają całej prawdy o tym co i dlaczego klikamy na ekranie smartfona. Zauważ, że niewiele osób narzeka, że ciekawy artykuł na ulubionym blogu scrolluje się na kilka ekranów w dół, a widok profilu FB scrolluje się na ekranów kilkanaście. Z technicznego punktu widzenia jest to uciążliwe, jednak ludzie robią to z przyjemnością.

Chodzi o pierwotne zainteresowanie czytelnika.

Na portalach ogólnoinformacyjnych przelatujemy przez nagłówki, klikając wyłącznie na to, co nas zainteresuje.

Na blogach i portalach specjalistycznych czytamy najnowsze publikacje.

Nie klikamy w to, co nas nie interesuje.

A zatem – jaki jest sens umieszczania w wersji mobile treści nieinteresujących? Że nie wiadomo co zainteresuje czytelnika?

🙂

W ten sposób doszliśmy do właściwego problemu: strony mają za dużo nudnego contentu.

Może autorzy publikują w ogóle za dużo, bo gonią za pieniędzmi z klików. Może publikują niezbyt dużo, ale nie znają dobrze czytelników – nie trafiają więc w budzące zainteresowanie tematy i słowa kluczowe. Może traktują swoje social medium jako hobby, a nie jako poważne narzędzie rozwoju zawodowego – dlatego nie badają oglądalności, nie robią/zlecają porządnego researchu, nie współpracują z ekspertami od pisania, by tworzyć coraz lepsze i bardziej przemyślane treści.

W każdym razie, zanim zaczniesz myśleć o przebudowie technicznej strony, najpierw uczciwie oceń jakość dotychczasowego contentu. Być może zmiana w tym aspekcie przyniesie więcej korzyści (i będzie tańsza) niż dłubanie w html. (Problem z oceną contentu: wymaga porzucenia szat „ja wiem wszystko i publikuję najlepsze teksty na świecie”, co dla wielu social autorów jest trudne albo wręcz nie do przyjęcia – ponieważ duma i zadufanie stłamsiły zdrowy rozsądek i pokorę niezbędną do rozwoju.)

***************************

Wprowadzając nowy algorytm, Google jasno stawia na jakość contentu i przyjazność dla czytelnika.

Z drugiej strony, edytor wyświetla mi w tym poście taką informację: „Uwaga: Wyświetlany w Google tytuł strony ma określoną szerokość. Twój tytuł jest zbyt szeroki”.

Hej, Gógl, co powiesz, żeby przy następnej aktualizacji dać sobie spokój z długością tytułów.

Jak długość artykułu, tak i jego tytuł ma zwykle pozytywny wpływ na czytelnictwo, ponieważ opisuje co czytelnik znajdzie w środku. Jeśli każdy tytułowałby posty, używając wyłącznie czterech wyrazów, internet zacząłby przypominać usługową książkę telefoniczną: „Naprawię dachy”, „Wyłącznie szybko naprawiane dachy”, „Nieziemsko szybko naprawiane dachy”. Gdzie tu jakość? Gdzie tu przydatność?

Przyjmij też do wiadomości, że istnieją języki inne niż angielski. Średnia długość słowa w angielskim to 5, w języku polskim – 6, w fińskim – nie zdziwię się, gdy około 8. Jeśli tytuł po angielsku da się zamknąć w 40-50 znakach i jeszcze się mieści, po polsku i po fińsku (najprawdopodobniej) zostanie przycięty. Dyskryminacja? To takie mało globalne, don’t you think?

Podziel się z innymi

2 Komentarzy - Dodaj komentarz

Post Comment