Warning: file_get_contents(): php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /home/malowane/domains/social-pr.pl/public_html/wp-content/plugins/device-push/index.php on line 130

Warning: file_get_contents(https://apiweb.devicepush.com:8081/1.0/): failed to open stream: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /home/malowane/domains/social-pr.pl/public_html/wp-content/plugins/device-push/index.php on line 130

Money for nothing, czyli o płaceniu za treści. Komentarz do dyskusji u Arta Kurasińskiego

3 czerwca wieczorem Artur Kurasiński zamieścił na swoim FB taki oto wpis z luźnym badaniem rynku

Zrzut ekranu 2015-06-09 o 09.51.10

pod produkt: codzienny newsletter z autorską prasówką, okraszoną autorskim komentarzem.

Zakres odpowiedzi (na chwilę obecną – 122 komentarze) – od pozytywnego „tak”, przez warunkowe „tak, ale”, po wątpiące „chyba nie” oraz negatywne „na pewno nie” – pokazuje wiele ciekawych zjawisk wśród polskich czytelników mediów i social mediów. Niektóre z tych zjawisk są oczywiste (darmowy content nie jest łatwo przekształcić w content płatny; bez próbnego produktu opinie potencjalnych rozsądnie jest brać z przymrużeniem oka; amerykańskie pomysły w Polsce wyglądają źle z powodu mizernej skali), niektóre są mniej widoczne.

Jak to skomentował specjalnie dla nas:) sam autor:

Płatne newslettery są potrzebne, ale to oferta dla bardzo wąskiej grupy specjalistów. Wątpię, czy newsy z szeroko rozumianej kultury czy lifestyle’u będą chętnie kupowane, ponieważ istnieje mocna konkurencja ze strony dużych portali czy serwisów newsowych. Newsletter dla patologów sądowych – na pewno. Węższa grupa i inne potrzeby.

Na trzy spośród tych mniej widocznych chcę zwrócić uwagę w tym wpisie.

1. Social media trwale zmieniły przyzwyczajenia konsumpcji treści medialnych: gdzie i kiedy co czytamy/oglądamy.

Prosty i krótki content – a zatem większość rozrywki i większość niezbyt zaawansowanej wiedzy – jest free. Ich domem są social media. Rzeczy ważniejsze czytamy zwykle albo rano przed pracą, albo wieczorem po pracy (dlatego ten wpis opublikowałem dopiero o godzinie 20). Rozrywkę możemy zażyć w każdej chwili poprzez smartfony.

Dlaczego płacimy za content? Trzy główne powody: jego cena przewyższa alternatywny koszt własnoręcznego pozyskania, przyzwyczailiśmy się do wygodnego leniuszkowania, nie znajdziemy go nigdzie indziej – istnieje tylko jeden jego dostawca (siła monopolu).

Dwa pierwsze z brzegu przykłady do analizy tego zjawiska: rynek książek biznesowych oraz Harvard Business Review.

Wciąż obowiązuje ogólna prawidłowość wartości contentu wg Gary’ego Vaynerchuka: fajnie jest robić dużo krótkich lewych (komentarze wpisów zagranicznych), ale markę budują prawe proste (treści oryginalne). Pisałem o tym we wpisie o podsumowaniach tygodnia: są one fajne i przyjemne, ale może je robić każdy.

2. Mimo niesamowitego tłoku w przestrzeni medialnej, ciągle można zgarnąć wiele pieniędzy – pod warunkiem posiadania właściwego modelu biznesowego i dotarcia do właściwej grupy odbiorców.

Rozwój polskiego biznesu w internecie jest nierozerwalnie związany z prawie spamerskimi programami i pomysłami kopiowanymi z USA przez bezwstydnych błeeekspertów, pozbawionych własnych przemyśleń. Napisano wiele książek i artykułów o tym, że Polska to rynek specyficzny, nawet na tle Europy. Nadmierne ambicje, brak zasobów naturalnych sterujących gospodarką, historyczny strach przed naturalnym czynnikiem wyróżniającym: ta kombinacja czynników powoduje, że wiele teoretycznie trafnych pomysłów się nie sprawdza, a wiele naprawdę trafnych pomysłów nie trafia do realizacji. Dlatego też wszyscy w mniejszym czy większym (a może znikomym) stopniu podtrzymujemy naiwną wiarę w American Dream oraz Success Overnight. A także Wielką Kumulację w totku.

Mnogość portali i treści nie przekłada się na ich wielką wartość dla czytelników. W książce Nowa era innowacji C.K. Prahalada i M.S. Krishnana (Wydawnictwo Naukowe PWN, 2010) autorzy wyróżniają indywidualizację (w postaci równania N=1) jako jeden z najważniejszych czynników sukcesu w nowej gospodarce. Z tego powstają najciekawsze innowacje w edukacji, służbie zdrowia, rozrywce, oraz mediach.

Patrząc przez ten pryzmat, pomysł Arta na dedykowany newsletter jest zbyt mały, by udźwignąć indywidualne oczekiwania czytelników. Co innego, gdyby newsletter miał z góry ograniczone życie i służył jedynie po to, by ogarnąć procesy tworzenia contentu – aby stworzyć platformę oryginalnych treści, łatwą w indywidualizacji, kosztującą więcej niż testowane 1 zł miesięcznie. No i koniecznie z jakąś wersją wideo, zgodnie z majowym trendem.

3. W budowaniu marki social autora wzoruj się na magazynach ślubnych albo na magazynach dla właścicieli psów.

Niby to oczywiste, ale jednak umyka: czytelnicy zmieniają się z każdym kolejnym miesiącem. Nie chodzi o starzenie się fizyczne lub awans ekonomiczny, ale o zwiększanie posiadanej wiedzy, przyzwyczajenie do pewnego poziomu intelektualnego (niezależnie czy poziom jest wysoki, czy niski), a przez to obniżenie wrażliwości na bodźce typu ciekawość czy szok.

Dlatego tworząc strategię contentu w social mediach trzeba z góry wybrać grupę docelową i bezwzględnie się jej trzymać. Czy bierzesz na celownik stały wycinek czytelników, o stałych upodobaniach i potrzebach – jak magazyny ślubne lub ciążowe? Czy też podążasz wraz z czytelnikami drogą ciągłej edukacji i wyprzedzania rzeczywistości choćby o jeden krok – jak magazyny dla właścicieli psów lub pasjonatów broni?

W tym pierwszym modelu kładziesz swój żeton na polu „demografia”. Im mniej ślubów, tym mniej czytelniczek. Im mniej porodów, tym mniej czytelniczek. W tym drugim modelu masz większą kontrolę – ale też musisz wkładać mnóstwo wysiłku w naukę własną oraz tworzenie nowej, interesującej wiedzy. Jeśli tego nie lubisz, nie jest to droga dla ciebie – lub twojego klienta.

Podziel się z innymi

Post Comment