Ostatni w internecie wpis o tym, co robią najlepsi blogerzy

Zapewne nie ma tak dobrze, żebym jednym postem wywołał aż taką reakcję. Od kilku lat ukazują się poważne artykuły o bezpieczeństwie usług w chmurze – wskazujące, że poziom zabezpieczeń jest nieporównywalnie wyższy niż to, co mogą wystawić indywidualne firmy – i nie zdołały one wystarczająco uświadomić przedsiębiorców i menadżerów. (Firmy przekonują się do chmury, ale wciąż korzystają z niej na zasadzie myszy przy pułapce serowej: najmniejszy szelest i już jej nie ma.) Jestem jednak optymistą. Mam nadzieję, że choć kilka osób zajmujących się PR i social media w internecie przestanie szukać złotego strzału, świętego Graala, mitycznego jednorożca – i zamiast tego zajmie się tym, co jest ważne.

Dobrze, Grzesiek, fajny wstęp. Czytam dalej. Ale teraz napisz szybko co robią ci blogerzy.

Zauważ kto publikuje wpisy o najlepszych blogerach. Nie oni sami. Nie one same.

Robią to aspirujący autorzy, żeby przyciągnąć uwagę czytelników.

Wiedza o przyczynach sukcesu istnieje w blogerach na poziomie nieświadomej kompetencji. Robią to, ale nie potrafią ubrać w słowa.

Jasne: mają ogólny plan działania, długoterminowy harmonogram publikacji, listę ulubionych tematów, zestawienie najlepiej klikających się wpisów, wyniki monitoringu innych mediów i social autorów. Korzystają z nich, aby wesprzeć swoją intuicję, aby nie pozwolić dumie i zadufaniu wpływać na decyzje o czym pisać i z kim współpracować.

Sukces social autora (blogera, youtubera, streamera) zależy od dokładnie tych samych czynników co sukces filmu kinowego, książki, proszku do prania, dyrektora finansowego. Z zastrzeżeniem, że w jednym aspekcie bloger ma nad nimi ogromną przewagę.

1. Tak-klarowne-że-aż-oczywiste-dla-pięciolatka pozycjonowanie merytoryczne

Filmy, książki, marki handlowe posiadają tagline’y: krótkie zdania oddające główną ideę. Jednym ze sposobów prezentacji pomysłów PR dziennikarzom są pitche: krótkie zdania oddające główną ideę. (Choć mieszczą się one w jednym twicie, eksperci radzą ostrożność w zasypywaniu dziennikarzy na Twitterze.)

Każdy blog lub profil autora social powinien jasno prezentować „co” i „jak”. Setki graczy streamuje Fifę, ale tylko niektórzy grają wyłącznie jedną reprezentacją/drużyną, albo wrzeszczą na zawodników, albo przy okazji szerzą wiedzę o fitness. Masa znika w tłumie, wybijają się ci, którzy się wyróżniają. Fioletowe Krowy.

2. Prezentowanie unikalnego spojrzenia na otaczający świat

The Matrix. Iron Man. Wiedźmin. Te filmy i książka odniosły ogromny sukces, ponieważ pokazywały nowe spojrzenie na świat. Świat jest symulacją. Świat jest pełen superbohaterów. Świat zamieszkują potwory i unikalni łowcy. Jeśli pokażesz czytelnikom ciekawy świat, będą chcieli dowiedzieć się więcej. I będą wracać do ciebie po nowy, interesujący content.

3. Służebny (serving) mindset

Nie chodzi o autora social. Chodzi o czytelników. O pomaganie im w obowiązkach zawodowych, w hobby, w życiu. O dostarczenie rozrywki i pozytywnego spojrzenia, którego brakuje na co dzień.

Jeśli przy okazji staniesz się popularny i bogaty, świetnie.

Inaczej: w ten sposób na pewno* staniesz się popularny i bogaty.

* Nie, nie mam na to twardych dowodów. Ale nie przyjmuję wątpliwości do wiadomości.

4. Grupa wsparcia merytorycznego (wystarczy 6-8 osób)

Nie mam na myśli współautorów, ani pracowników backoffice. Chodzi mi o ekspertów i komentatorów: osoby powiązane merytorycznie z branżą, które służą wiedzą i doświadczeniem social autorowi. Są oni zarazem pierwszym poważnym dowodem wartości bloga/profilu: jeśli byłby nic nie wart, to by nie tracili na niego/na ciebie swojego czasu.

Napoleon Hill nazywał podobną grupę „brain trustem”. W jego rozumieniu – była to grupa bardziej formalna i powiązana biznesowo. W moim – to po prostu kilku znajomych branżowych, którzy chętnie się wypowiedzą na różne tematy.

5. Wstrzelenie się w moment największego zapotrzebowania, wynikły z czynników znajdujących się poza strefą wpływu social autora

W tym aspekcie social autor ma przewagę, bo nie musi liczyć na szczęśliwe wstrzelenie się w moment. Filmy, książki, budżety: one mają ściśle określoną datę publikacji. Można je nieco przesuwać w zależności od spodziewanego popytu lub konkurencji, ale nacisk na pokrycie kosztów w końcu przeważa i zapada decyzja o uruchomieniu machiny produkcji, promocji, sprzedaży, dystrybucji.

Tymczasem bloger może sobie wrzucać posty przez okrągły rok i w żadnym tygodniu nie ma ciśnienia, że już za miesiąc musi przebić się do mediów mainstreamowych. To właśnie dlatego tak długo trwa okres inkubacji bloga. Mniej chodzi bowiem o zbudowanie społeczności (wiele streamów w ciągu pierwszego roku ogląda kilkanaście-kilkadziesiąt osób), a bardziej o wstrzelenie się w najlepszy moment na rozpoczęcie jej budowania.

Długi czas inkubacji to też sposób na oddzielenie wartościowego ziarna od bezużytecznych plew.

*****************************

Czy mój blog spełnia powyższe warunki? Nie do końca. Ale pracuję nad tym, by tak się stało. Na maj/czerwiec planuję sporo nowinek, które dostarczą Tobie – czytelniku – ekstra wartość, a całej branży PR – miejsce do wyczerpujących dyskusji na tematy trudne, błahe, i wszystkie pomiędzy.

Bez zadęcia.

Podziel się z innymi

Post Comment