Pozytywny negatywizm czy negatywny pozytywizm?

Zgodnie z wtorkową zapowiedzią, dziś garść rozważań na temat treści pozytywnych oraz negatywnych w social media.

Pierwotny tytuł wpisu wtorkowego brzmiał:

Bezpowrotnie minęliśmy zakręt w social media.

Jednak wersja ostateczna wyglądała tak:

Zła wiadomość: wideo w socialu majowym trendem PR.

Dlaczego zdecydowałem się na drugą wersję i czy tylko ze względu na kliki?

Nie tylko. Znaczy: racja, że treści z wyrazami typu „niebezpieczeństwo”, „wypadek”, „błąd”, przyciągają uwagę. Jeśli chcemy przekazać coś ważnego (tzn. zwiększyć zasięg znajomości ważnej informacji), ten sposób przekazania treści zazwyczaj gwarantuje lepsze efekty.

Uczymy się poprzez błędy. Jesteśmy ludźmi, a naszym podstawowym instynktem jest przetrwanie. Każde info o potencjalnym niebezpieczeństwie jest na wagę złota: czy chodzi o nowego dinozaura, nieznany wcześniej gatunek sraczkojagódek albo pozbawioną skromności córkę wodza sąsiedniej, wyjątkowo wojowniczej wioski. Każdy z nas, patrząc indywidualnie, kliknie w podobną negatywną informację, ponieważ każdy uważa, że indywidualnie potrzebuje o tym wiedzieć.

Oczywiście część osób lubuje się w podgryzaniu innych. Negatywny newsy służą podbudowaniu własnej wartości kosztem innych. To również zjawisko naturalne, aczkolwiek świadczy o występowaniu zaburzenia, nie zaś o zdrowym i odpowiedzialnym podejściu do życia.

Nie znaczy to, że pozytywne informacje się nie klikają. Wręcz przeciwnie: badanie cytowane przez Lou Hoffmana w tekście na blogu Ishmael’s Corner wskazuje, że pozytywny content przewyższa ilościowo content negatywny.

Powtarzamy właściwe zachowania dzięki pozytywnemu wzmocnieniu: widzimy efekty i chcemy je uzyskać powtórnie.

W social mediach, zwłaszcza pomiędzy osobami znajomymi, króluje content pozytywny. Lajkujemy swoje zdjęcia z dzieciństwa i nowe fotki profilowe, ulubione potrawy, miejsca planowanych podróży, mądre i nieznane wcześniej cytaty, przepisy jak zrobić sałatkę ze szpinaku i łososia oraz jak nauczyć dziecko jeździć rowerem w 15 minut. Dzielimy się dobrem, ponieważ wierzymy, że dobro dzielone rośnie (por. Nonzero. Logika ludzkiego przeznaczenia – Robert Wright, Prószyński i S-ka).

Jednak – i tu zgadzam się z Lou Hoffmanem oraz kulturowo wschodnim podejściem do życia – potrzebna jest równowaga. Coachingowo, dobrze jest posiadać zdolność widzenia w każdym zdarzeniu praktycznej informacji i nie skupiać się na bezpośrednich nieprzyjemnych odczuciach. Ale socjologicznie, potrzebne są oba rodzaje informacji. Ciągłe narzekanie pozbawia radości życia. Ciągłe racjonalizowanie nieprzyjemnych zdarzeń pozbawione asertywnego postawienia granic pozbawia nas poczucia bycia szanowanym i wartościowym członkiem grupy. Ktoś, kto tylko żartuje, nie będzie brany poważnie. Ciągły ponurak w końcu zostanie sam, ponieważ inni powiedzą stop rozsiewaniu toksycznej energii.

Zachowanie tej równowagi w social contencie nie musi oznaczać wprowadzenia odgórnej rubryki „Zjebki Tygodnia”. Oba aspekty można mieszać w ramach jednego wpisu lub komentarza. Według mnie, kluczem jest dystans. Zachowanie dystansu. Nie oznacza to umniejszania znaczenia lub roztrząsania szczegółów do upadłego. Jest to dobre oraz… Jest to niewłaściwe oraz… Nawet jeśli niektóre marki w swoich wartościach polegają wyłącznie na pozytywach (np. radości, pokoju, pomocy), to od czasu do czasu warto pokazać wizję, w której zabraknie tych wartości.

Może ten końcowy wniosek jest truizmem. Ale liczy się nie on sam, ale droga dojścia do niego. W poszukiwaniu wartościowego contentu dla czytelników nie musimy stawiać wyłącznie na tanie sensacje, ani też wpadać w naiwny sentymentalizm. Unikalna wartość ludzi polega na tym, że potrafimy łączyć te dwa bieguny. Po prostu róbmy to samo w naszych wpisach, postach i komentarzach.

Podziel się z innymi

Post Comment