Social jest jak koń: nie podchodź od strony zadka

Zdaniem ekspertów, kopniak jest dla koni sposobem komunikacji. Jego przesłanie brzmi: czuję niebezpieczeństwo. 67 milionów trafień frazy „horse kick” w Góglu (minus parę milionów przypadających na odżywki białkowe, które dają końskiego kopa) oraz kilka tysięcy filmików i animowanych GIF-ów pokazuje, że ta prosta prawda ogólnożyciowa wciąż wypada ludziom z głowy. Podobno nawet Abraham Lincoln zaliczył w dzieciństwie solidnego końskiego kopa.

W social media podchodzenie od strony zadka polega na niewłaściwym momencie planowania contentu. Prawidłowy sposób: najpierw planujemy gdzie chcemy publikować, a dopiero potem bierzemy się za produkcję źródła contentu: eventu, raportu, promocji cenowej, książki, filmu, i tak dalej. Sposób od strony zadka: jesteśmy tak podjarani eventem, raportem, książką, że machamy ręką na social. „No weź, w pięć minut strzeli się potem notkę”.

A potem – plask, brunatna błyskawica prosto w twarz – gdy zamiast pięciu minut siedzisz nad wpisem dwie godziny (to i tak wersja optymistyczna). Książka jest fajna, ale właściwie nie ma ogólnego przesłania, które można zawrzeć w krótkim zdaniu. Raport zawiera mnóstwo liczb, ale brakuje sugestii jak wykorzystać te dane w praktyce biznesowej. Goście na evencie bawili się świetnie, ale wszystkie zdjęcia pokazują osoby sztywno stojące obok siebie i kurczowo ściskające pełne kieliszki, zamiast śmiejących się i rozluźnionych grupek znajomych (bo fotograf zwinął się już po godzinie).

Albo gdy zrobiony w pięć minut wpis odwiedzają trzy osoby, w tym autorka/bohaterka źródła contentu i jej dwie znajome.

Albo gdy publikujesz na blogu wpis z filmem (np. z prezentacją TED/TEDx) i wyniki oglądalności wskazują, że czytelnicy weszli w tekst, ale nie kliknęli w film – lub kliknęli i wyłączyli go po kilkunastu sekundach (bo brakowało transkrypcji, listy pięciu najfajniejszych momentów z time-stampem. Nie mówiąc już o dodatkowej galerii z kilkoma ujęciami pod gify/memy).

Albo gdy krytyczny komentarz na temat wpisu pojawia się w książce o social media poczytnego autora takiego jak Gary Vaynerchuk.

Albo gdy wpis zostaje sparodiowany złośliwym memem na jakimś portalu agregującym takie treści.

Paradoks social media polega na tym, że posiadają one niewielką formę. Wydają się proste do zrobienia, więc wielu twórców i menedżerów nie przywiązuje do wpisów takiej samej uwagi, jaką przywiązują do spotu telewizyjnego lub całostronicowej reklamy prasowej na czwartej okładce magazynu. A przecież już Mark Twain pisał do znajomych długie listy, tłumacząc się brakiem czasu na napisanie krótkich listów.

Z drugiej strony social media to bezpośredni kontakt z czytelnikiem, fanem, klientem. Nawet najmniejsza wpadka to wciąż wpadka – jeśli zbierze się ich sporo (a w socialu to kwestia góra kilku dni), klient może stwierdzić „pałka się przegła”.

Właśnie dlatego prawie wszyscy eksperci social media radzą zaczynać powoli. Od jednej platformy. Od jednego wpisu w jednostce czasu natywnej dla platformy. Od jednej dziedziny tematycznej. Dopiero gdy specjalista, twórca contentu, zespół socialowy nabierze wprawy, można wstawiać social w szersze strategie promocji.

 

źródło obrazka: http://equinelaw.alisonrowe.com

Podziel się z innymi

Post Comment