Storytelling vs storysharing: lekcja od wąsatego Movembera

 

Listopad dawno za nami, ale na polskich ulicach wciąż widać wielu mężczyzn z bujnym zarostem na twarzy. Nie wiem na ile to przejaw mody na skandynawskich drwali, a na ile wypełnianie jednego z warunków otrzymania dotacji unijnej: realizacji działań promujących rolniczy image’u w aglomeracjach miejskich.

Tak czy inaczej, widok wąsaczy i brodaczy skłonił mnie, by odkurzyć i dokończyć wpis zainspirowany edukacyjną akcją MovemberPrzesłaniem akcji jest dbałość o zdrowie mężczyzn: począwszy od specyficznych męskich przypadłości po ogólne zwracanie uwagi na dobrą formę.

Na temat akcji możesz poczytać na oficjalnej stronie internetowej, jest też strona w Wikipedii oraz kilka artykułów podających akcję jako fajny case. Zwykle teksty te serwują wyświechtane truizmy w stylu „Skup się na odpowiednich odbiorcach”, ale w artykule Beki Winchel znalazłem bardzo intrygującą wskazówkę.

Don’t tell stories: share them.

Z tych kilku słów wynika sporo informacji dla pr-owców pod kątem storytellingu.

1. Przesunięcie uwagi z treści na formę.

Doskonale znane ci stopniowanie efektów public relations ma swoją wersję w publikowaniu materiałów. Mniej ważne jest przygotowanie historii, zebranie wydarzeń i komentarzy. Ważniejsze jest dobranie takiej formy prezentacji historii, żeby łatwo można było ją udostępnić dalej. Myśl formą, a dopiero potem treścią. Naucz się robić fajne posty, tweety, filmiki, memy. Potem w te formy wkładaj komunikaty klienta. Innymi słowy: natywne treści górą!

2. Przesunięcie uwagi z klienta na odbiorców.

Dlaczego udostępniamy na swoim profilu posty znajomych i z ulubionych profili? Po pierwsze, żeby mieć pamiątkę na przyszłość. Taki social fotograficzny album wspominkowy. Po drugie, żeby pokazać innym swoim znajomym fajne treści i pokazać, że jestem fajny/fajna, bo lajkuję fajne treści. Robiąc każdy post, zadaj sobie pytanie: „Czy czytelnik profilu po udostępnieniu tego wpisu będzie czuć wzrost swojej reputacji u znajomych?”. Jeśli nie, to włóż w ten post jeszcze trochę pracy.

3. Zaangażowanie własne klienta i pr-owca.

Kiedy ostatnio zrobiłeś post na Facebooka, który pokazałeś w agencji ze słowami „Patrzcie. Jaram się”? Kiedy ostatnio klient spojrzał na zrobiony przez ciebie post i powiedział „Super. Jaram się”? Gdy opowiadasz przeczytaną lub usłyszaną gdzieś historię, robisz to zupełnie inaczej niż gdy dzielisz się własnymi przeżyciami i doświadczeniami. Wielu klientów wciąż jeszcze sądzi, że w komunikacji nie wolno ukazywać emocji. W social media emocje to podstawa.

Tak samo pr-owiec powinien ekscytować się rzeczami, nad którymi pracuje. Oczywiście, że hodowla drobiu, budowa serwera czy ekskluzywna moda męska nie dla każdego muszą być tematami, z którymi z własnej woli spędza wolne wieczory. Ale jarać się trzeba. Kiedyś, zanim najlepsi copywriterzy napisali choćby tytuł sales lettera, okładali się materiałami klienta, przeprowadzali wywiady, zwiedzali fabryki i rozmawiali z użytkownikami produktu lub usługi, o których mieli pisać. Dopiero gdy osobiście się zaangażowali, zajarali się, wpadali na genialne pomysły na prezentację oferty.

4. Zadbaj o jasne przesłanie storytellingu.

Koty są słodkie. Ludzie pomagają poszkodowanym w wypadkach. Większość polityków to durnie. Przypomnijmy władzy, że powinna sprzyjać ludziom. I tak dalej, i tak dalej. Każde z tych przesłań jest zrozumiałe i łatwo wyobrazić sobie posty, które by o nich opowiadały. A co mówią zrobione przez ciebie posty? O dacie powstania firmy klienta? O tym, ilu zatrudnia pracowników? O tym, że dba o środowisko naturalne? Że jest liderem rynku? Mów o otaczającym świecie i o zamieszkujących go ludziach. Wskazuj aspekty pozytywne i walcz z aspektami negatywnymi. W ten sposób posty nabędą wydźwięku i sprawią, że czytelnicy będą na nie reagować wszystkimi dostępnymi emotkami. A to w czasie przeniesie się na popularność firmy klienta.

źródło obrazka

Podziel się z innymi

Post Comment