PPK: Top 10 momentów książki „W market(ringu)” Gary’ego Vaynerchuka

social pr  --  top 10 momentów


 

Cześć, rozpoczynam nowy cykl, w którym opowiadać będę o ciekawych – moim zdaniem – książkach branżowych. Nie będzie to jednak zwykła recenzja jakich wiele – to Przewodnik Po Książce (PPK). Wybrałem 10 najlepszych momentów, które TRZEBA przeczytać w tej książce – uważam, że tyle wystarczy:)
Bez przeczytania reszty Wasz świat się nie zawali, a będziecie mieli godzinkę czy dwie więcej, żeby zastanowić się nad tymi najważniejszymi rzeczami z tej książki.


 

Na stronie nr 5 książki pojawia się fantastyczna grafika, która mówi absolutnie wszystko o tym, dlaczego jest ona ważna.

Na grafice znajduje się pięć ekranów iPhone’ów z pięcioma postami. Każdy z nich zamieszczony na innej platformie: Facebooku, Twitterze, Tumblrze, Instagramie, Pintereście. Pomijając Twittera, wszystkie pozostałe wyglądają mniej więcej tak samo.

Jako użytkownicy nie mamy większych problemów z publikowaniem treści w tych portalach. Wrzucamy po prostu to, czym chcemy podzielić się ze znajomymi i/lub całym światem. Czasem spędzamy dodatkowe 10 minut, szukając najlepszego zdjęcia lub obrabiając te, które mamy, w programie graficznym.

Nie mamy problemów – ponieważ nie do końca zależy nam na uzyskanym efekcie: liczbie lajków, komentarzy, udostępnień. Robimy to jako osoby indywidualne, uwalniając przy tym emocje i dając niewielki upust kreatywności (w sensie: tworzenia).

Ale zacznij tylko myśleć o efektach, a przekonasz się, że social wcale nie jest prosty. Momentalnie pojawiają się pytania takie jak:

  • Jaką formę powinien przyjąć ten wpis: notki blogowej, samego tekstu, zdjęcia z krótkim opisem?
  • Na który portal najlepiej to wrzucić?
  • Czy grafika jest odpowiednio fajna? Ile zdjęć połączyć w jedno?
  • Jakie dobrać tagi i hashtagi? (sorry, ale hasztag kojarzy się z substancją odurzającą)
  • Kogo oznaczyć w poście?
  • Na jakim innym portalu umieścić wzmiankę o wpisie?

I to samo dla każdego innego wpisu, każdego kolejnego dnia.

Jeśli nie posiadasz odpowiedniej wiedzy, aby przyspieszyć odpowiedzi na te pytania, social może przestać być przyjemnością, a stanie się harówką. I nikt, kto ma jakiekolwiek pojęcie i odpowiedzialność za efekty swojej pracy, nie weźmie tego zlecenia za 200-300 zł/miesiąc (takie stawki zaczynają chodzić po rynku).

Aby posiąść tę wiedzę, możesz iść na kurs, szkolenie, warsztat. Wydasz kilkaset złotych.

Jednak najpierw możesz kupić tę książkę. Wydasz 58 zł i znajdziesz w niej:

  • o Facebooku: co najmniej 33 ciekawostki (tyle znalazłem ja), 28 kejsów dobrych i złych przykładów postów, 8 szczegółowych pytań o jakość contentu, które trzeba zadać każdemu wpisowi,
  • o Twitterze: co najmniej 16 notek (rozdział o Twitterze jest krótszy od rozdziału o Facebooku), 20 kejsów, 4 pytania o jakość contentu,
  • o Pintereście: co najmniej 7 notek, 9 kejsów, 6 pytań o jakość contentu,
  • o Instagramie: 2 notki, 10 kejsów, 3 pytania,
  • o Tumblrze: 0 notek, 11 kejsów, 4 pytania.

W sumie: co najmniej 58 notek, 78 kejsów, 25 konkretnych pytań.

Sporo. Sporo czytania i zakreślania w książce ciekawych fragmentów. Sporo re-czytania kejsów i porównywania z własnymi oraz z oglądanymi na ulubionych profilach. „O, ten jest fajny! A ten jest dziadowski! Hahaha, chyba nie czytali książki.”

A teraz pora na moje Top 10 momentów (notek) książki (kolejność zgodnie z numeracją stron).

1. Strona XVII (wstęp)

Niezależnie od tego, kim jesteśmy i dla jakiej firmy lub organizacji pracujemy, naszym najważniejszym zadaniem jest przekazać klientowi, skądkolwiek by pochodził, swoje przesłanie – najlepiej w chwili, gdy podejmuje on decyzję o zakupie.

Niewypowiedziana prawda: jeśli twoja firma nie ma takiego przesłania, wpisy nie tworzą długoterminowego efektu. Ot, po prostu wrzucasz posty, tak jak młodzi ludzie wrzucają krótkie opisy spożytego właśnie posiłku.

 

2. Strona 6

Poniższe słowa piszę z największym szacunkiem: specjaliści od marketingu, małe firmy, celebryci – wiem, że się staracie, ale – poza kilkoma wyjątkami – treści, które tam umieszczacie, są beznadziejne. (…) Przeważająca część dużych spółek nie wkłada w to odpowiednich środków finansowych, a małe przedsiębiorstwa i celebryci przeważnie nie poświęcają temu wystarczająco dużo czasu. Jesteście jak turyści, którzy zwiedzają Oslo, nie znając ani jednego słowa po norwesku. Jak możecie oczekiwać, aby ktokolwiek chciał was wysłuchać?

Bam! Prosto między oczy. Ale po przeczytaniu kejsów, trzeba uczciwie przyznać rację: faili w socialu jest mnóstwo. Ostatnio zwróciłem uwagę na pewien wpis producenta samochodów, który reklamował oficjalny polski profil, zamieszczając zdjęcie ze Statuą Wolności w tle. Tą nowojorską.

3. Strona 11

Świetne przesłanie marketingowe to takie, które nakręca sprzedaż. Wywołuje ono emocje, które sprawiają, że klient gotowy jest zrobić to, o co go prosimy.

Czy twoje wpisy są emocjonalne? Czy może to korporacyjnie ugrzecznione i wyprane z jakiegokolwiek kontekstu „informacje prasowe”?

4. Strona 23

Bądźmy szczodrzy, pouczający, zabawni, inspirujący – bądźmy tym wszystkim, co nam się podoba w drugim człowieku.

‚Nuff said.

5. Strona 50, 52

Kejs Subaru vs kejs Mini Cooper.

Pierwszy: nudny tekst, okropne zdjęcie, brak logo (na minus).

Drugi: świetny sposób wypowiedzi, brak logo (na plus).

6. Strona 45

Nasi odbiorcy na Facebooku służą bowiem jako automatyczny filtr, który za darmo przesiewa słabe treści.

O ile tylko pozwoli nam na to duma kierownika produktu: „Jak to ludzie nie lubią informacji o nowej promocji? Rozmawiałem z dyrektorem i on się zgadza, że to najlepszy sposób”. Pokorę socialową kupię, ilość dowolna.

7. Strona 84

Twitter nagradza głównie osoby, które słuchają i dają coś od siebie, a nie te, które o coś proszą i biorą od innych.

Zastąp słowo „Twitter” słowem „ludzie”. Albo „życie”. Dla PR-owców i marketingowców, wychowanych w wierze w „moja racja jest najmojsza”, to poważna zmiana w myśleniu.

8. Strona 112

Kejsy Taco Bell i Skittles. Oba pozytywne i pokazujące, na czym polega zaangażowanie i sympatyczna rozmowa na Twitterze.

9. Strona 164

Kejs Late Night with Jimmy Fallon na Tumblr. Umiejętne włączenie się w społeczność, a przy okazji budowa marki. Tasty!

10. Strona 181

Wszystkie firmy są firmami medialnymi.

Fajnie i wygodnie jest kupić reklamę oraz wynająć agencję PR do przygotowania i wysyłki pressów. A potem mierzyć efekty i liczyć sprzedaż.

W socialu tak się nie da. Social to społeczność. Jeśli okażesz się cennym członkiem, dającym wartościowe wpisy i komentarze, możesz liczyć na zainteresowanie tym, co robisz (i sprzedajesz). Inaczej szybko zostaniesz zepchnięty na margines.

Czytajcie Gary’ego Vaynerchuka. Głupi nie jest.

*********************

Podziękowania dla Doroty Partyki, dyrektor Wydawnictwa Słowa i Myśli, za egzemplarz recenzencki książki.

Podziel się z innymi

Post Comment