O ukrytym w głębinach krakenie, który pożera budżety firm w social media

Na blogu Shonali Burke pojawił się gościnny wpis Dana Steltera o tym, jak blog firmowy (biznesowy) może nawiązywać nić porozumienia z czytelnikami. Użyte słowo angielskie to „connecting”, co pewnie rozumiesz lepiej niż mój translatorski łamaniec. W trakcie przerwy w odbudowie zalanego podwórka Dan przygotował trzy wskazówki czego nie należy robić, prowadząc blog biznesowy.

Wskazówki te są w porządku, ale uważam, że nie dotykają sedna problemów firm z zaangażowaniem klientów w social media.

1. Nie brzmij jak ekspert.

Świetne. Nie przesadzaj z żargonem, gładkim słownictwem i wachlarzem wyrazów bliskoznacznych wprost z tezaurusa.

2. Publikuj wyłącznie krótkie posty.

Nie nudź. Zanudzenie czytelnika w socialu praktycznie oznacza utratę go na wieki wieków. Bardzo dobra wskazówka.

3. Publikuj często.

Gógl to lubi, a i blog/profil social wygląda ładnie, gdy co parę dni ukazuje się nowy wpis. Trafne i przydatne.

Kłopot w tym, że trzy powyższe wskazówki są odpowiedzią jedynie na symptomy głębszego problemu. Czai się on pod powierzchnią niczym monstrualny kraken, zatruwając atmosferę i niwecząc wartościowe działania. Autor lub agencja współpracująca wdraża te wskazówki i… nic się nie zmienia.

O, przepraszam. Rośnie frustracja i ryzyko utraty klienta.

Żeby wyciągnąć bydlę na światło dzienne, trzeba zadać jedno celne pytanie coachingowe.

Dlaczego zacząłeś używać wyszukanego słownictwa?

Ha!

Odpowiedzi może być wiele. Może tak naprawdę w ogóle nie znasz swoich klientów? Nie chcąc ich urazić, produkujesz jak najbardziej bezpieczne treści. Tip dnia: to samo robią dziesiątki twoich konkurentów, w efekcie czego klienci kompletnie was nie rozróżniają. Drugi tip dnia: wybierz się na jakąkolwiek konferencję branżową i pokręć wśród ludzi. Zauważ jak jowialne są rozmowy dobrych znajomych. Zobacz jak rubaszność znika, gdy ty – osoba nieznajoma – zbliżasz się do rechocącej grupki.

A może używasz okrągłego języka, ponieważ sięgasz po klientów z nie swojej półki. Najprostszy przykład: początkujący trener produkuje ulotkę ofertową z treścią, która poziomem wiedzy trafia nie do początkujących menadżerów, ale do dyrektorów z poziomu C. Albo drukarnia oferuje małemu przedsiębiorstwu rolniczemu przygotowanie plakatów promujących produkty – używając tego samego żargonu, który rozbrzmiewał tydzień wcześniej na korytarzu w siedzibie globalnego koncernu FMCG.

Prawdziwym rozwiązaniem tego problemu jest więc odwrócenie kolejności działań social: najpierw poznaj swoich klientów, a dopiero potem twórz pod nich content. Większość firm robi odwrotnie, a potem powstaje wielkie zdziwienie, gdy raport okresowy przedstawia zero zainteresowania – i zero nowego biznesu.

Że trwa to dłużej? Ano, trwa. A kraken jest głodny cały czas.

Źródło obrazka: http://thelateman.deviantart.com/art/Kraken-329190502

Podziel się z innymi

Post Comment